FrazPC.pl

Recenzja myszki Roccat Leadr - bezprzewodowa bezkompromisowość: Recenzja myszki Roccat Leadr - wstęp i design

Hardcore'owi gracze, którzy oczekują od sprzętu niezawodności oraz bezproblemowej pracy, przeważnie nie chcą nawet słyszeć o bezprzewodowych kontrolerach, mogących opóźniać ich czas reakcji. Technologia poszła jednak mocno do przodu i producenci myszek próbują przekonać nas, że ich nowe bezprzewodowe produkty oferują praktycznie taki sam poziom jak gryzonie na kablu, bez żadnego laga, przez co nadają się nawet dla profesjonalnych esportowych graczy. Mowa oczywiście o takich modelach, jak Logitech G900 Chaos Spectrum, Asus ROG Spatha, Razer Mamba czy Roccat Leadr, a ten ostatni, najświeższy zarazem, trafił niedawno do naszej redakcji na testy, więc nadarzyła się idealna okazja, by zweryfikować obietnice niemieckiego producenta.

Zobacz zdjęcie

Na początku trudno było mi się wyzbyć uczucia deja vu, ponieważ Leadr to konstrukcja praktycznie identyczna jak recenzowany przez nas przed dwoma laty model Tyon, ale biorąc pod uwagę moją ocenę starszego, przewodowego sprzętu, raczej nie poczytywałem tego za wadę. Urządzenie dociera do nas w solidnym kartonowym opakowaniu, a dodatkowe elementy w jego wnętrzu umieszczono w profilowanej gąbce. Sterowniki musimy sami ściągnąć ze strony producenta, co jest już praktycznie normą, ale szkoda, że producent nie pokusił się o dodatkowe ślizgacze, a nie uświadczymy tu także systemu regulacji wagi myszki poprzez dodatkowe ciężarki. W przypadku myszki za ok. 600 PLN oczekiwać można nieco więcej, ale z drugiej strony nie odbiega to od standardów oferowanych przez konkurentów, a poza tym w zestawie Roccata znajduje się duża stacja dokująca, której brakuje np. w G900. 

Zobacz zdjęcie

Sama myszka robi jednak bardzo dobre pierwsze wrażenie - w oczy rzuca się tu stosunkowo duża konstrukcja oraz mnogość dostępnych przycisków, w tym kilku mniej konwencjonalnych, ale o tym za chwilę. Co jednak bardzo ważne, pomimo tego, że sporo się tu dzieje, to jednak nie mamy wrażenia przesady i typowo gamingowego efekciarstwa.

Całość utrzymano w neutralnej ciemnej czarno-grafitowej kolorystyce, która przełamywana jest przez podświetlane elementy, czyli rolkę oraz logo producenta wycięte w tylnej części. Grzbiet Leadr pokryto lekko gumowanym gładkim tworzywem, które jest aksamitne i bardzo przyjemne w dotyku. Nie jest to typowe „ogumowanie”, jakie spotykamy w akcesoriach dla graczy i sprawia wrażenie trwalszego, ale ma też tendencję do łatwego zbierania odcisków palców i tłustych plam (relatywnie łatwo się jednak czyści). Oba boki poprowadzono prostopadle do podłoża i wykonane są one z twardego plastiku pokrytego ziarnistą fakturą, które niestety nie zapewnia takiej przyczepności jak guma. Z  lewej strony zastosowano dodatkowo wyprofilowane wgłębienie na kciuk, z prawej zaś myszka nieco rozszerza się ku górze, co zapobiega jej wyślizgiwaniu się podczas podnoszenia. Większość elementów jest matowa, ale dodatkowe przyciski otrzymały wykończenie w błysku.

Zobacz zdjęcieZobacz zdjęcie

Leadr to myszka przeznaczona do użytkowania tylko w prawej dłoni i preferowany jest tu chwyt całą powierzchnią dłoni, czyli palm grip, z ułożeniem palców 1 + 2 + 2 (1 + 3 + 1 też sprawdza się całkiem nieźle, ale nieco przeszkadza tu przycisk typu płetwa nad rolką), ale osoby o większych dłoniach i dłuższych palcach będą mogły pokusić się nawet o chwyt typu claw grip. Dodatkowo kiuck otrzymał swoją podpórkę i trochę szkoda, że takowej nie doczekaliśmy się też dla serdecznego i małego palca (jak np. w myszkach firmy QPAD), co nie zmienia faktu, że duży i komfortowy design tego produktu sprawia, że ten dobrze leży w dłoni.

Zobacz zdjęcie

Pozostałe strony artykułu

Copyright © 2012 - 2017 Cyfrowy Polsat S.A.