FrazPC.pl

Recenzja myszki Roccat Leadr - bezprzewodowa bezkompromisowość: Recenzja myszki Roccat Leadr - stacja dokująca, sensor, użytkowanie i bateria

Sama stacja dokująca wykonana została praktycznie z tych samych elementów co myszka. I tak, wierzchnią część pokryto gumowanym materiałem z błyszczącą ramką, natomiast z tyłu zastosowano twardy chropowaty plastik. Konstrukcja opiera się na dwóch masywnych nóżkach i jest bardzo stabilna. W centralnej części frontu umieszczono wyprofilowaną półkę z otworami na piny do ładowania, na dole znajdują się podświetlane logo producenta oraz wskaźnik (4-stopniowy) naładowania myszki, a z tyłu znajdziemy przycisk do parowania urządzenia. Iluminacji w przypadku tych elementów nie da się wyłączyć i jest ona dość intensywna, co niektórym może nieco przeszkadzać (zawsze można jednak odwrócić stację, by nie raziła w oczy po nocach). Podobnie jak duży rozmiar stacji, która robi też za odbiornik, na czym cierpi mobilność myszki i idealnym rozwiązaniem byłby tu chyba dodatkowy mały odbiornik USB.

Zobacz zdjęcieZobacz zdjęcie

Zobacz zdjęcieZobacz zdjęcie

Zarówno stacja, jak i sama myszka, wykonane są bardzo starannie. Wszystkie elementy idealnie do siebie pasują, nic nie trzeszczy, a jakość zastosowanych materiałów nie budzi zastrzeżeń.  Nie ukrywam jednak, że płacąc 600 PLN spodziewać można było się nieco szlachetniejszych materiałów, jak np. aluminium, ale z drugiej strony Leadr nie odstaje w tym aspekcie od konkurentów. Uwag nie mam również co do realizacji podświetlenia - to jest wyraźnie i równomierne.

Zobacz zdjęcie

Co więcej, myszka Roccata ma jeszcze jeden bardzo mocny argument, a mianowicie optyczny sensor Owl-Eye, za który odpowiada firma PixArt. "Sowie oko" to tak naprawdę Pixart 3361, czyli lekko zmodyfikowana wersja rewelacyjnego Pixart 3360, który obecnie uznawany jest dość powszechnie za najlepszy sensor na rynku, a poprawki tyczą się tu głównie optymalizacji pod kątem bezprzewodowego użytkowania. Dpi czujnika można regulować z dokładnością do 100 punktów, maksymalnie do 12 000 dpi, ale producent zaleca stosować złoty środek, czyli przedział od 400 do 3000 dpi, gwarantując w nim największą precyzję. Poza tym, częstotliwość próbkowania USB wynosi tu 1000 Hz (potwierdzają to testy), a transmisja bezprzewodowa odbywa się z szybkością 2,4 Ghz.

Zobacz zdjęcie

Testy tylko potwierdziły, że Pixart 3361 pochwalić może się świetnymi wynikami i praktycznie brakiem istotnych mankamentów. Jego maksymalna prędkość to 6,35 m/s, nie musimy się obawiać o takie niepożądane zjawiska, jak akceleracja, predykcja czy interpolacja, a smoothing czy jittering zdają się występować w niewielkim zakresie jedynie przy najwyższych rozdzielczościach (jeśli nie będziecie przekraczać 8000 DPI, to nie macie się czego obawiać). Poza tym, Owl-Eye charakteryzuje się niskim LOD wynoszącym 1,2 mm, którego wartość możemy zwiększyć do 1,8 mm, a także naprawdę dużą tolerancją dla różnego rodzaju podkładek i innych powierzchni (radzi sobie nawet ze szkłem czy białą kartką). Pixart 3361 to zdecydowanie pierwsza liga i warto podkreślić, że praktycznie ten sam sensor znajduje się w myszce Logitech G900 (tu pod nazwą Pixart 3366).

Testy w grach (w tym celu sprawdziłem Wiedźmina 3, Battlefielda 1, Dooma oraz Dota 2) potwierdziły tylko, że zarówno zastosowana przez Roccata konstrukcja, jak i przyjemny optyczny feeling towarzyszący zastosowanemu sensorowi, wypadają wyśmienicie. Wydaje się jednak, że mnogość przycisków i funkcji, a także kształt myszki, predysponują ją bardziej do takich gatunków, jak MOBA, RTS czy RPG, gdzie zawsze przydadzą się dodatkowe opcje. Z własnego doświadczenia wiem, że fani shooterów preferują raczej prostsze i lżejsze myszki (tu przeszkadzać może nieco ciężkawy tyłek Leadr). Osobiście nie miałem też żadnych problemów z bezprzewodowym działaniem myszki i nie potrafiłem doszukać się żadnego pogorszenia pracy w przypadku użytkowania bez kabla. Nie jestem jednak profesjonalnym graczem, który jest w stanie wyczuć nawet najmniejsze niuanse, ale wydaje się, że obietnice producenta o przenoszeniu ruchów 1:1, jakimkolwiek braku laga oraz opóźnień czy jakichkolwiek kompromisów kojarzonych do tej pory z bezprzewodowymi produktami, znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Leadr zapewnia nie tylko wysoką precyzję, ale i mnóstwo frajdy z grania, na co wpływ ma też bez wątpienia brak kabla. Co istotne, myszka świetnie radzi sobie także w codziennym użytkowaniu, gdzie możemy wykorzystywać liczne przyciski jako dodatkowe funkcje biurowe (możemy zapisywać różne profile np. pracy i gier) czy podczas przeglądania internetu.

Zobacz zdjęcie

Jeśli zaś chodzi o czas pracy na baterii, to producent deklaruje 20 godzin i niedaleko rozminął się z moimi testami, gdzie uzyskiwałem 18-19 godzin z włączonym podświetleniem, co jak na tak zaawansowany sprzęt jest naprawdę dobrym wynikiem. Pod maską kryje się akumulator litowo-jonowy o pojemności 1000 mAh, a jego ładowanie odbywa się albo za pomocą stacji dokującej albo bezpośrednio przez kabel podłączony do myszki. Pełne ładowanie trwa, ok. 2,5 godziny.

Pozostałe strony artykułu

Copyright © 2012 - 2017 Cyfrowy Polsat S.A.