FrazPC.pl

Lenovo Y Gaming Mechanical Switch Keyboard - recenzja klawiatury

Współcześnie niemal każdy szanujący się producent PC chce mieć własną gamingową markę z peryferiami dla graczy. Nic w tym dziwnego, ponieważ sprzedając choćby gotowe zestawy komputerów, można od razu dołączyć do kompletu klawiaturę, myszkę i słuchawki, wyciskając z klientów dodatkowe pieniądze. Przy takim zalewie produktów, z jakim mamy do czynienia z w tym segmencie, trudno jednak wyróżnić się na tle konkurentów, tym bardziej, że wiele marek tak naprawdę korzysta z gotowych produktów chińskich firm OEM. Wydaje się, że Lenovo udała się ta sztuka, ponieważ ich Y Gaming Mechanical Keyboard (jakże oryginalna nazwa, pozwólcie więc, że stosować będziemy skrót Lenovo Y) prezentuje się dość unikalnie, a do tego kusi relatywnie niską ceną jak na „mechanika”. Sprawdźmy więc, jak sprzęt ten wypada po bliższych oględzinach.

Zobacz zdjęcie

Lenovo raczej nie jest marką, która kojarzy nam się z peryferiami dla graczy i chiński producent prędzej przywołuje skojarzenia z laptopami czy nawet smartfonami. Od jakiegoś czasu Chińczycy próbują jednak swoich sił także i w tym segmencie, idąc śladami wielu konkurentów. Klawiatura Lenovo Y Keyboard debiutowała na rynku w ubiegłym roku, ale dzięki temu, że od premiery minęło już sporo czasu, jej cena zdążyła spaść już praktycznie o połowę (obecnie bez problemu kupimy ją za 249 PLN) i teraz wydaje się zdecydowanie bardziej łakomym kąskiem.

Zobacz zdjęcie

Sprzęt przychodzi do nas w naprawdę sporych rozmiarów kartonie z okienkiem pozwalającym zapoznać się z pracą klawiszy. W środku znajdziemy dodatkowo plastikową osłonkę, która chroni urządzenie przed kurzem, typową makulaturę, opcjonalną podkładkę pod nadgarstki oraz adapter słuchawkowy z podwójnego minijacka (mikrofon+słuchawki) na pojedynczego. Pod tym względem nie ma co narzekać, ale szkoda, że nie uświadczymy tu kluczyka do wyciągania nasadek, jakichś dodatkowych keycapsów czy naklejek z logiem producenta, bo jak powszechnie wiadomo, gracze uwielbiają takie pierdoły :)

Zobacz zdjęcie

Sama klawiatura jest naprawdę sporych rozmiarów, co zwiastował już karton. Lenovo Y mierzy wraz z podkładką (ze względu na wysoki profil przedniej krawędzi, korzystanie z niej jest raczej wskazane) 530 x 230 x 28 mm i waży 1,55 kg. Szybki rzut oka na urządzenie od razu wyjaśnia, skąd te gabaryty. Po pierwsze, Lenovo zdecydowało się na dość nietypowy trapezowy kształt, a po drugie zastosowało też pokaźną liczbę dodatkowych klawiszy. Obudowa wykonana została w przeważającej większości z czarnego chropowatego plastiku, ale wokół sekcji dodatkowych przycisków zastosowano obramowanie z błyszczącego tworzywa. Lenovo niewątpliwie chciało postawić na unikalny design swojego produktu, stąd też po środku górnej części umieszczono spore podświetlane logo Y, a spacja oraz podkładka otrzymały wyraźną fakturę w kratę. Jeśli dodamy do tego nietypowy kształt, to trudno odmówić Lenovo Y oryginalnego wyglądu.

Zobacz zdjęcie

Wbrew temu co sugerują zdjęcia, podświetlenie jest w czerwonym kolorze

Miłym dodatkiem, a wcale nie tak częstym, jest umieszczenie na prawym boku huba z portem USB 2.0 oraz gniazdami minijack na słuchawki i mikrofon, co powinno ułatwić podłączenie dodatkowych akcesoriów (nawet takich z podświetleniem RGB). Pod spodem niewiele się zaś dzieje i tradycyjnie znajdziemy tu podkładki antypoślizgowe (sztuk 4) oraz nóżki do regulacji wysokości (jednostopniowej). Pomimo że te nie otrzymały własnego ogumowania, klawiatura bardzo dobrze trzyma się blatu biurka, co jest również zasługą wysokiej wagi. Szkoda tylko, że producent nie zabezpieczył klawiatury przed zachlapaniami i nie zastosował na podwoziu otworów odprowadzających ciecz. Z tyłu wypuszczono kabel o długości 1,5 m (mógłby być nieco dłuższy), który został zabezpieczony naprawdę bardzo solidnie - materiałowy oplot jest gruby, a newralgiczne miejsca otrzymały dodatkową ochronę. Jego zakończenie potrafi jednak wprowadzić w konsternację, ponieważ znajdziemy tam masywny rozgałęźnik na aż 4 złącza - 2x USB oraz 2x minijack. Jest to oczywiście konsekwencja zastosowania huba.

Zobacz zdjęcie

Klawiatura Lenovo na pewno nie jest propozycją skierowaną do osób preferujących minimalizm, ale użytkownicy ceniący sobie dodatkowe klawisze będą wniebowzięci. Na lewej krawędzi znajdziemy 6 klawiszy G, które możemy dowolnie zaprogramować, w tym przypisując im makra. Z lewej strony górnej krawędzi znajdują się przyciski funkcyjne do regulacji podświetlenia (osobno do sekcji WSAD i strzałek oraz reszty klawiszy), nagrywania makr w locie, wyboru jednego z trzech profili i zablokowania klawisza Windows. Po prawej stronie znajduję się sekcja multimedialna do sterowania muzyką i dźwiękiem. Wszystkie dodatkowe przyciski posiadają płytki skok i klikają bardzo przyjemnie.

Zobacz zdjęcie

Podstawowe keycapsy również nie budzą żadnych zastrzeżeń, ponieważ są typowych rozmiarów i pokryto je bardzo cienką warstwą gumowanego tworzywa, które zapobiega ślizganiu się palców. Tradycyjnie wiąże się to jednak z mocnym zbieraniem odcisków palców, a z czasem tego typu tworzywa mają tendencję do ścierania się i łuszczenia (zbyt krótko testowałem klawiaturę, by kategorycznie stwierdzić, jak sytuacja będzie wyglądać z czasem w tym przypadku). Nasadki są wyraźnie profilowane (wklęśnięcie), a ich krawędzie delikatnie zaokrąglone. Wszystkie oznaczenia są wycinane laserowo, więc nie ma opcji ich wytarcia, a zastosowana czcionka może i jest mało oryginalna, ale za to bardzo czytelna. Poza tym, otrzymujemy najpopularniejszy lubiany amerykański układ klawiszy (z długim shiftem i backspacem), dzięki czemu z miejsca czujemy się tu jak w domu. Stabilizatory świetnie wywiązują się z powierzonego zadania, a faktura na spacji stanowi ciekawy wyróżnik.

Zobacz zdjęcie

Generalnie jakość wykonania urządzenia jest solidna, ale Lenovo w kilku miejscach mogło nieco bardziej przyłożyć się do szczegółów. Chodzi mi choćby o łączenie dolnej i górnej części obudowy klawiatury, które nie jest najlepiej spasowane i szpara między tymi elementami miejscami za bardzo się rozchodzi. Sam dobór materiałów jest już jednak typowy dla tej cenowej, a design to już kwestia indywidualnego gustu. Osobiście stawiam raczej na bardziej ascetyczne konstrukcje, ale wiem, że tego rodzaju agresywny, gamingowy wygląd także ma swoich zwolenników. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że specyficzny kształt tego modelu stanowi duże marnotrawstwo przestrzeni.

Zobacz zdjęcie

Zobacz zdjęcieZobacz zdjęcie

Jeśli zaś chodzi o dodatkowe funkcjonalności, to jak przystało na gamingową klawiaturę, Lenovo Y posiada pełne NKRO (przez producenta zwane Anti-Ghostingiem) zapobiegające blokadzie przy jednoczesnym wciśnięciu kilku klawiszy. Nie mogło również obyć się bez podświetlenia i każdy klawisz posiada własny LED, co daje równomierną iluminację (nieco słabiej wypada to w przyciskach o podwójnych oznaczeniach, ale to praktycznie standard. Poza tym możemy regulować intensywność podświetlenia (100%, 75%, 50%, 25% i 0%), ale to oferuje jedyne czerwoną barwę i jeden tryb pracy - stały. No może nie do końca, ponieważ z poziomu aplikacji możemy ustawić oddychanie dla loga Y, dostosowując prędkość pulsacji i jasność iluminacji, a także licznik czasu przełączania do trybu uśpienia (od 5 do 30 minut).

Zobacz zdjęcie

Dobrnęliśmy tym samym do oprogramowania i co ciekawe, producent w żaden sposób nie wspomina o nim w instrukcji czy na opakowaniu. Nie ma jednak co się dziwić, ponieważ to co ujrzałem po pobraniu ze strony Lenovo, przypominało software sprzed dekady. Nie dosyć, że wygląda on przestarzale, to jeszcze jego funkcjonalność jest niezwykle uboga. W gruncie rzeczy pozwala jedynie na przypisanie nowych funkcji pod klawisze G1-G6, nagrywanie i edytowanie makr oraz zawiera wspomniane opcje dedykowane podświetleniu (również znikome). Wszystkie nasze ustawienia możemy zaś zapisać na jednym z trzech profili i to by było na tyle - mówiąc krótko bieda. Na szczęście oprogramowanie jest praktycznie zbędne, ponieważ nagrywanie makr w locie jest banalnie proste, a podświetlenie również możemy regulować z poziomu klawiatury.

Zobacz zdjęcie

Jedną z najmocniejszych zalet Lenovo Y mają być przełączniki mechaniczne, choć chiński producent nie zdecydował się na uznane switche Cherry MX i postawił na rodzime klony w postaci Kailh Red. Niestety w tym aspekcie nie mamy żadnego wyboru i klawiatura dostępna jest z czerwonymi przełącznikami. Na szczęście te od Kailh to wysokiej jakości zamienniki oryginałów z Niemiec i tak naprawdę trudno im cokolwiek zarzucić. Czerwone modele znakomicie spisują się przede wszystkim podczas grania, ale przez to nieco gorzej wypadają w pracy biurowej. Charakteryzują się liniową konstrukcją, gładką pracą w pełnym zakresie ruchu i jak w przypadku innych „mechaników” otrzymujemy 4 mm skok klawisza, gdzie aktywacja następuje w połowie drogi (2mm). Posiadają one najniższą wymaganą siłę nacisku (zaledwie 50 g) i sprawiają wrażenie najbardziej miękkich - powinny przypaść do gustu szczególnie miłośnikom szybkich gier akcji, bo to chyba również najszybsze z przełączników mechanicznych. Dzięki temu są też bardzo ciche, oczywiście jak na standardy przełączników mechanicznych. Niestety nie zawsze sprawdzają się podczas codziennego użytkowania i przez lekkość wciskania początkowo zdarza się wciskać klawisze podwójnie. Jeśli zaś chodzi o różnice z Cherry MX, to jedyna jaką wyczuwam to odrobinę sztywniejsza praca.

Zobacz zdjęcie

Lenovo Y w akcji sprawdza się naprawdę dobrze, a to za sprawą wysokiej klasy przełączników gwarantujących niezawodność oraz wygodnej konstrukcji z podkładką pod nadgarstki (bez niej nie jest już tak dobrze). Problemy pojawiają się jednak, kiedy podczas rozgrywki chcemy szybko sięgnąć do sekcji G1-G6 (np. małym palcem), ponieważ ta jest jak na mój gust nieco za bardzo oddalona od reszty klawiszy. Korzystałem z klawiatury przez dłuższy czas i relatywnie szybko się do niej przyzwyczaiłem, co uznaję za plus, a klawisze multimedialne oraz dodatkowe funkcje w przyciskach na górnej krawędzi sprawiają, że praktycznie wszystko mamy zawsze pod ręką.

Zobacz zdjęcie

Lenovo Y Gaming Mechanical Keyboard może i nie zachwyca, a kilka kwestii niewątpliwie wymaga poprawy (patrz aplikacja), co nie zmienia faktu, że jak za 249 PLN jest to naprawdę ciekawy produkt, który zyskać może sporo zwolenników. Otrzymujemy bowiem solidną i wygodną konstrukcję o nietuzinkowym designie, hub z dodatkowymi portami, przyciski dedykowane multimediom i wielu innym funkcjom oraz dobrej klasy gamingowe przełączniki mechaniczne. Tym samym produkt Lenovo może i nie będzie hitem, ale jeśli lubicie duże klawiatury z licznymi dodatkowymi klawiszami, to warto mieć ten model na uwadze. Tym bardziej, że za podobne klawiatury konkurencji często trzeba zapłacić zdecydowanie więcej, a cena Lenovo Y pozycjonuje ją raczej w budżetowym segmencie, choć możliwości tego sprzętu wcale nie są takie skromne.

orientacyjna cena: 249 PLN

Zobacz zdjęcie

+ solidne wykonanie
+ ergonomia
+ oryginalny design
+ dodatkowe klawisze
+ wysokiej klasy przełączniki mechaniczne 
+ hub z portami
+ atrakcyjna cena
+ nagrywanie makr w locie
+ dobrze zrealizowane podświetlenie
 
- dużo niezagospodarowanej przestrzeni
- słaba aplikacja
- drobne problemy ze spasowaniem elementów
- podświetlenie tylko w jednym kolorze 
- zajmuje dużo miejsca
 
Sprzęt do testów dostarczyła firma: 
 
Zobacz zdjęcie
 
Copyright © 2012 - 2018 Cyfrowy Polsat S.A.